"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Walentynki - coś na temat

Opublikowano 11 luty 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Pisałem już o tym do znudzenia. Tak naprawdę, to koszmarek jest zapełniony jednym wielkim wątkiem o uczuciach a w tym o miłości, o zaufaniu, o wzajemnym traktowaniu się tak w związkach jak również i w życiu codziennym...etc. Korzystając jednak ze zbliżającego się święta zakochanych spróbujmy jeszcze raz określić co to jest prawdziwa miłość i czym się ona charakteryzuje? Co trzeba świadomie lub podświadomie zrobić aby zmniejszyć do minimum ryzyko jej utraty na naszej drodze życia? Jak twierdzą wszyscy mądrzy tego świata, i co również było wielokrotnie poruszane w różnych wątkach na koszmarkowej stronie, droga do pełnej miłości składa się z wielu etapów. To nie rodzi się ot tak nagle, a więc: 

1/ Przede wszystkim zaczyna się od wstępnego zauroczenia bazującego na naszym wyglądzie zewnętrznym, na seksualności, poziomie intelektualnym czy też kulturze osobistej. Oczywiście nie zawsze, nie we wszystkich punktach i nie tylko, ale przede wszystkim na tych aspektach. To uczucie wcześniej lub później jednak zaczyna powoli zanikać, szczególnie w przypadku seksualności i wyglądu. Co wcale nie znaczy, że nie powinniśmy dbać o to. Wręcz przeciwnie. Od nas tylko zależy czy długo jeszcze będziemy dla swoich partnerów nadal atrakcyjni i pociągający erotycznie. Przede wszystkim musimy rozsądnie unikać okazywania złych emocji i zachować pewne podstawowe reguły gry. A mianowicie, wychodząc z założenia, że mężczyzna lubi zdobywać a kobieta być zdobywaną – przez cały czas w związku powinna delikatnie prowokować swojego partnera do "zdobywania jej". Inaczej mówiąc powinien być zachowany pomiędzy nimi pewien naturalny, pobudzający zmysły, dystans płci. Jednym słowem, tzw. wstępna gra miłosna powinna być delikatną, subtelną „walką”, w której kobieta w końcu ulega partnerowi.

2/ Następnym koniecznym warunkiem jest nastawienie się na dawanie uczucia a nie tylko na jego branie. Oczywiście otrzymywanie go w zamian jest uzupełniającą przysłowiową kropką nad „i”. Dodam, że dotyczy to wszystkiego co dajemy, czym obdarzamy drugą osobę. Jest to swoisty rodzaj lustra, w którym przeglądają się nasze uczucia. Lustra, które pozwala im się spokojnie rozwijać.

3/ Bardzo ważnym jest również obustronne dawanie poczucia wzajemnego bezpieczeństwa. I nie dotyczy to tylko samego uczucia, czy też wierności w związku, dotyczy to również

poczucia bezpieczeństwa w pełnym, szerokim tego słowa znaczeniu. Oczywiście każdej ze stron według ich możliwości.

4/ I ostatni z głównych, czwarty aspekt, niejako umacniający samą miłość, to szczera przyjaźń, umożliwiająca spokojne, wzajemne porozumiewanie się, informowanie o swoich problemach i kłopotach oraz dająca nam, pozbawioną jakichkolwiek emocji, pomoc w trudnych chwilach na bezwarunkowej płaszczyźnie jaką jest właśnie owa przyjaźń.

Wszystkie te aspekty powinniśmy w sobie wykształcać powoli. Będą one bowiem sprawdzianem pewności i trwałości naszych uczuć, swoistym papierkiem lakmusowym. Nie pulsują one w nas równym rytmem, tylko zależnie od sytuacji, od konieczności, wybijają się ponad pozostałe pomagając nam w trudnych chwilach lub też podkreślając, w innych sytuacjach, ich niezapomniany urok. Sama zaś świadomość, że coś takiego w nas istnieje pozwala na postrzeganie wizerunku naszego związku w ciepłym, miękkim, bezpiecznym świetle.

W tym momencie coś się zakotłowało, zburzyło panujący wokół sielski spokój i przed moją przerażoną twarzą ukazała się malutka szara komóreczka. No tak, pomyślałem, zaraz się znowu zacznie. I zaczęło się. Owe małe stworzonko podskakując jak pajacyk na swoich krótkich i krzywych nóżkach, zaczęło groźnie wymachiwać małymi łapkami przed moimi oczami aż w którymś momencie z nieukrywaną wściekłością wrzasnęło:

- Co za bzdury wypisujesz, od kiedy stałeś się takim ekspertem, takim znawcą tematu, którego ludzkość nie potrafi rozwikłać od prawieków? No może i trochę krócej, ale tym niemniej ma z tym odwieczny problem. Kurcze, wystarczy na chwilę przymknąć oko a ty zaraz musisz narozrabiać. I to żebyś tylko sobie głośno gadał do ściany, to jeszcze bym zrozumiała, ale zaraz wstawiać to na moją stronę koszmarka? Skąd ci przyszedł do głowy taki durny pomysł?

Popatrzyłem na nią trochę zmieszany. Dodam, że zawsze tak się zachowuje, gdy próbuję zrobić coś sam, taką ma już naturę. Jednak po chwili, gdy wróciłem do pionu, odparłem spokojnie:

- Widzisz, gdy spałaś, to ja trochę porozmawiałem z naszym przyjacielem, starym filozofem. A jak wiesz, jest on powiernikiem wielu ludzi, którzy zwierzają się mu ze swoich problemów. Jak twierdzi, słuchał, słuchał i mając wiele wolnego czasu, wyciągał z tego jakieś wspólne wnioski. Potem je wypunktował i przyszedł z tobą porozmawiać o nich. Gdy się jednak dowiedział, że śpisz, to pod żadnym pozorem nie pozwolił mi ciebie obudzić. Prosił tylko abym ci to przekazał.

Po takim dictum, moja szara trochę się uspokoiła, podrapała się w główkę i odrzekła:

- Trzeba było od razu tak mówić. Widzisz, staruszek tak w ogóle to miał rację. Jest tylko jeden szkopuł, a mianowicie. Wszystko to, co ci powiedział jest wspólnym mianownikiem wielu rozważań nad różnymi przypadkami. Moim zdaniem, powinno się do tego dążyć i powoli odkrywać to w sobie, co wcale nie znaczy, że trzeba się na tym skupiać. Tego nie da się tak normalnie wypracować, to musi się budzić od środka powoli i systematycznie. Jednak pamiętać o tym, moim skromnym zdaniem, trzeba. To pozwoli wam kontrolować siebie w wielu trudnych sytuacjach i w ten sposób pośrednio panować na własnymi emocjami.

Najgorsze w tym wszystkim to jest to, że wy ludzie jesteście niesamowicie nieprzewidywalni, a o waszej odpowiedzialności za zawierane związki wolę już w ogóle nie mówić.

I jeszcze jedno. Następnym razem obudź mnie, to biedny filozof nie będzie musiał rozmawiać z tobą jak ze ślepym o kolorach. A zresztą, co ty wiesz o miłości i do tego jeszcze prawdziwej – dodała złośliwie.

No cóż, taka ona już jest, ale kocham ją chociażby dlatego, że nigdy mnie jeszcze nie zawiodła oraz dlatego też, że jest już tylko moją jedynaczką, ostatnią, która przy mnie pozostała. A jedynaczki kocha się najbardziej.

 

Ostatnio edytowany: niedziela, 12, luty 2017 17:41

Komentarze: 1

  • Temat, jak się okazuje, naprawdę poruszam do znudzenia. Wydaje się mi że powinienem Koszmarka położę spać. Po jakimś czasie obudzę go i zobaczymy co ta wredota wtedy wymyśli. Mam nadzieję, że doczekam tej chwili gdy coś mu przyjdzie do głowy i to nie koniecznie na tematy dotychczas poruszane. No cóż, poczekamy, zobaczymy...? Na razie pozdrawiam serdecznie.. Do ewentualnego zobaczenia na koszmarkowej stronie..

Skomentuj

*
*
*