"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Osioł czyli..... upośledzeni bo nie reformowalni

Opublikowano 19 styczeń 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opierając się przede wszystkim na własnych doświadczeniach,, od dłuższego już czasu rozmyślam o różnych naszych ułomnościach. Z większością z nich najzwyczajniej w świecie godzimy się. Czasami robimy to świadomie, czasami nieświadomie  co jednak nie przeszkadza nam godzić się na ich w nas obecność. A gdy już zdarzy się, że nagle boleśnie nas dotkną, to natychmiast usiłujemy dopiąć do nich jakąś wygodną filozofię, tłumaczącą ich istnienie. Najczęściej jest to twierdzenie, że „nikt przecież nie jest doskonały”, że „jakiego mnie panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz” albo chociażby, że „każdy uczy się na własnych błędach”. Oczywiście można tu tworzyć różne teorie. W tworzeniu ich mamy niezaprzeczalnie wielki talent. Napisałem, że każdy się na nich czegoś uczy, a już przynajmniej powinien to zrobić. Czy jednak na pewno tak jest? Czy na pewno każdego z nas, takie zdarzenia czegoś uczą?

I tu zaczynają się schody. Oczywiście,  że w moim twierdzeniu o naszej umiejętności wyciągania właściwych wniosków i wypływającej z nich nauki, jest tylko jakaś część prawdy, ale tylko część i to bardzo niewielka. Jednak nie opierajmy się na niej, bo natychmiast przypiszemy ją bezkrytycznie całkowicie sobie. A to byłoby już dużym nadużyciem. Najczęściej bowiem szukamy jakiegoś winnego naszej sytuacji, a jeżeli już nie znajdujemy takiego to zwalamy wszystko na los, który zupełnie niewiadomo dlaczego tak okrutnie nas w ten sposób doświadczył. Ktoś kiedyś powiedział, że „każdy z nas popełnia błędy, ale tylko głupiec popełnia je dwa razy”. Wychodząc z tego założenia, mogę z czystym sumieniem spokojnie stwierdzić, że świat jest po brzegi zapełniony różnymi głupcami. 

Będzie to jednak prawdą jeżeli weźmiemy poprawkę, że ten ktoś miał na myśli błąd, który potrafimy i chcemy sobie uświadomić a pomimo to, kierowani odruchami chorego JA, zlekceważymy go i postąpimy tak, jak postąpiliśmy wcześniej, licząc na to, że druga strona poddając się naszej presji wreszcie to zaakceptuje, bo ....itd. W takich sytuacjach świadomie lub często tylko odruchowo, walczymy o własną dominację albo przynajmniej o nie poddanie się często wymyślonej przez nas dominacji drugiej osoby, czy też chociażby jakiejś grupy osób. Tak to przynajmniej sobie tłumaczymy. Jakby jednak na to nie patrzeć, to czynimy to wbrew zdrowemu rozsądkowi. Bo zamiast spokojnie wspólnie rozwiązać problem, zacietrzewiamy się i zaczynamy rozmawiać emocjonalnie. A to tylko zaognia sprawę i często doprowadza do nieodwracalnych sytuacji, których potem, przez resztę życia, żałujemy. Ale oczywiście nadal twierdzimy, że naszej winy w tym nie było. Nie wchodzę już w roztrząsanie czy jest to tylko naszą głupotą, czy zaślepieniem we własne EGO, czy też i jednym i drugim.

Dlaczego to piszę? W moim własnym życiu spotkałem się z takim właśnie przykładem zachowania, w którym stroną „ beznadziejnie głupią” byłem niestety ja. Oczywiście, po jakimś czasie zmusiło mnie to do własnych przemyśleń, które pozwoliły mi wreszcie sobie  uświadomić moją własną ułomność, w której mój głupi upór odegrał rolę pierwszoplanową. Moja chora pewność siebie dyktowała mi wtedy takie a nie inne postępowanie. Dzisiaj już wiem, że było to skrajną nieodpowiedzialnością (ładniej brzmi), rozdmuchanym do granic możliwości chorym egoizmem, dzięki któremu straciłem wszystko co nadawało sens mojemu, nic nie wartemu dzisiaj życiu. Niestety, zrozumiałem to jednak dopiero teraz, już po czasie. I bez względu na to, co robiłem potem i co mnie na zasadzie „czkawki” dotknęło pozostało to we mnie jak „psychiczny, emocjonalny rak”, który tylko pogłębia moją niechęć do życia.

           

Pozostała tęsknota i bezgraniczny żal do samego siebie, za to że jestem, że istnieję, że w moim życiu zbyt wielu ludzi skrzywdziłem, a wreszcie, że czas stracony nie wróci i nie da mi najmniejszej szansy na poprawienie w historii mojego życia i tego, co nie daje mi dzisiaj spokoju, co mi na co dzień doskwiera.

W mojej świadomości dochodzę do smutnego wniosku, że często aby coś docenić trzeba to koniecznie najpierw stracić, albo przynajmniej zacząć to tracić. Jednak to drugie dotyczy ludzi „mądrych” w jakiś sposób już wcześniej doświadczonych. Zaznaczam, że chodzi tu o moją świadomość, bo jeżeli chodzi o wiedzę na ten temat, to oczywiście wiedziałem o tym praktycznie od zawsze. Zresztą, podobnie jak olbrzymia większość z nas. A jak wiadomo wiedza i świadomość to są dwie zupełnie różne sprawy, które zbyt często utożsamiamy uważając, że jest to równoznaczne.

Teraz, czasami, w chwilach trudnych, usiłuję tłumaczyć sobie, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” , tak przynajmniej mówi nam pocieszające porzekadło, które w podtekście oczywiście zawiera odniesienie do ludzi myślących, a nie kierujących się własnym, często mocno rozbudowanym, chorym egoistycznym odruchem. Ludzi, szukających powodów, źródeł tego złego, które ich właśnie spotkało. Szukających winy przede wszystkim w sobie, w swoim zachowaniu, a nie tylko w innych. Winę w innych widzimy zawsze, takie jest samozachowawcze prawo naszych psychik. Jednak jeżeli odnajdziemy w tym wszystkim nasze winy i dzięki temu skorygujemy nasze wcześniejsze oceny, to damy sobie szansę na to, aby coś jeszcze naprawić, albo przynajmniej nie popełnić ich, może już z kimś innym, po raz drugi.

Jeżeli ktoś tu jeszcze czasami zagląda, to mam nadzieję, że teraz już zrozumiał, dlaczego tyle piszę o problemach w związkach dwojga ludzi wynikających z naszych zachowań a dokładniej o tym, jak one przez nasze, bliższe i dalsze otoczenie, są odbierane. Żyjemy i rozwijamy się wśród ludzi, i w jakiejś części również dzięki nim. Jak ja mówię, czy nam się to podoba czy nie, to jesteśmy zwierzętami stadnymi. Nie chcę przy tym w żaden sposób  obrazić zwierząt, chociaż w wielu przypadkach wydają się być one „mądrzejszymi” od nas. A już przynajmniej sobie tak nie szkodzą.

Może to sprowokuje Was do własnych przemyśleń i spowoduje, że pewnych błędów nie popełnicie i nie zniszczycie tak jak ja tego, co było i nadal mogło być piękne, tylko dlatego, że opieracie się na własnych chorych ambicjach, na własnym egoizmie. Każdy z nas to ma chociażby w postaci ...to ja mam rację i moje musi być na wierzchu. Nie pozwólcie tym cechom krzywdzić siebie, co jednak wcale nie znaczy, że macie być ulegli. Powinniście po prostu, być świadomi własnych wartości, tak pozytywnych jak również tych negatywnych, utrudniających często życie w związku. Czasami dochodzę do wniosku, że osioł, takim jaki jest, został stworzony tylko po to, abyśmy mieli widoczny przykład tego, jak często zachowujemy się zupełnie bezsensownie i nieracjonalnie.

Pozostawiam to już jednak Waszej uwadze. Dzisiaj zdaję sobie już z tego sprawę. Ale mam prośbę, zróbcie wszystko aby sobie, podobnych do moich doświadczeń i późniejszych refleksji, oszczędzić. Nikt nie musi sam popełnić wszystkich błędów aby czegoś się w życiu nauczyć i zrozumieć. Mądry, logicznie myślący człowiek potrafi wyciągać wnioski dla siebie również z wielu błędów popełnionych przez innych. Przynajmniej tych ogólniejszych, pasujących do mocno zróżnicowanych szczegółów.  W przeciwnym przypadku pozostaje już tylko wspomnieć Wyspiańskiego, a dokładniej jego cytat z Wesela „miałeś chamie złoty róg..”. Wcale nie zawsze musi być owo miałeś, bo chamie, w wielu sytuacjach jest, moim zdaniem, określeniem zupełnie na miejscu.

Ostatnio edytowany: czwartek, 19, styczeń 2017 15:42

Komentarze: 2

  • Dzięki za komentarz, jestem pod wrażeniem. Dość osobiste wyznanie, przyznaję. No cóż, każdy człowiek wybiera sobie drogę wg tego, co uznaje dla siebie za dobre w życiu. Uznaje, co wcale nie znaczy, że potem obiektywnie wybiera właściwie. Oceny nasze są również uznaniowe, subiektywne. Konsekwencje tego mogą więc być również często zaskakujące. Czasami można w ten sposób więcej stracić niż zyskać, ale to już wolny wybór każdego z nas. Twierdzisz, że szczera rozmowa nie może być prawdą, nie może wyjaśnić zaistniałej sytuacji. Moim zdaniem, nie masz racji. Jeżeli bowiem jest przeprowadzona bez emocji, to w większości przypadków wyjaśni stan faktyczny obu stron konfliktu. A to już coś, nawet jeżeli czasami to trochę zaboli.

    Twierdzisz , że Twoja prawdomówność jest cechą głupią, stawiającą Ciebie na z góry przegranej pozycji. Uważam, że nie masz racji. Jest to wspaniała cecha, pod jednym wszak warunkiem, że emocjonalnie szanujesz zdanie drugiej strony. Gdy zaczynają się bowiem one budzić, nie ma już rozmowy a zaczyna się kłótnia, która niczego nie wyjaśni a raczej jeszcze bardziej skomplikuje, zaogni, spotęguje ukrywane żale i pretensje.
    Nie jestem w stanie uwierzyć, że bez szczerych, spokojnych rozmów ludzie potrafią siebie w każdym problemie zrozumieć. A już szczególnie, gdy chodzi o wzajemne uczucia, o poszanowanie ich osobistych, życiowych racji.

  • Dość dramatyczne wyznanie, pewnie każdy z nas mógłby takie zamieścić.
    To prawda, że pewne rzeczy doceniamy dopiero po ich stracie, kiedy najczęściej nic nie da się już zrobić. Jakoś jednak do tej straty doprowadziliśmy, pozwoliliśmy komuś odejść, jakiejś miłości umrzeć, nie potrafiliśmy docenić czyjegoś oddania. Nie potrafimy wyzbyć się ani własnego ego, ani zachowań, które ranią, czasem nawet świadomie. Zawsze w takiej sytuacji pada odpowiedż, że nie umiemy z sobą rozmawiać, szczerze i otwarcie, że rozmowa pozwoliłaby nam uniknąć niedomówień czy urojonych problemów. To jednak nie jest prawda. Nie każdy potrafi otwarcie mówić o swoich uczuciach, czasem rozmowa, która ma coś wyjaśnić jeszcze bardziej gmatwa sytuację. Często uciekamy się do kłamstwa albo wymówki, zdarza się, że mówimy coś nie dostrzegając jak dużą przykrość sprawiamy drugiej osobie. Najczęściej jednak nie mówimy bo obawiamy się odrzucenia, wyśmiania, braku zrozumienia.

    Mam tę głupią cechę prawdomówności, otwarcie wyznaję co czuję, co daje drugiej stronie dużą przewagę. Człowiek w pewnym wieku nie ma już ani czasu, ani ochoty na zabawę w ciucubabkę, lubi jasne sytuacje i proste wyjścia. Złości mnie kiedy druga strona nie dostrzega, że sprawia mi przykrość albo co gorsza robi to mimo wszystko. To świadczy o braku uczucia i jest sygnałem do zastanowienia się. Jedno wiem już na pewno - nie będę walczyła o żadnego mężczyznę. Teraz to mężczyzna ma walczyć o mnie bo dopiero wtedy będę w stanie mu zaufać.

Skomentuj

*
*
*