"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Nasza samotność .....

Opublikowano 04 styczeń 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy, i jeżeli tak to na ile, jesteśmy potrzebni innym? Zadałem sobie to pytanie i poczułem się nagle bardzo dziwnie. Zdałem sobie bowiem sprawę, że jesteśmy postrzegani i zapamiętywani na tyle na ile możemy się komuś przydać. Jedni o nas pamiętają krócej inni dłużej, ale zawsze efektem jest powolne oddalanie, osamotnienie. Z przerażeniem, patrząc na siebie, stwierdziłem, że ja również nie odbiegam zbyt wiele od tego stereotypu. No może w trochę mniejszym stopniu, ale jestem taki sam i podświadomie posługuję się takimi samymi kryteriami oceny.Myślę, że w jakiejś części jest to efektem sytuacji, czasów jakie nastąpiły, ale tylko w jakiejś części, bo jednak cała reszta tkwi mocno w nas samych. A może jest to również konsekwencją naszej samoobronnej konstrukcji psychicznej przetrwania za wszelką cenę, istnienia jak najdłużej płynąc oceanem życia? Kompleks tonącego? Może i tak. Może czujemy się podświadomie właśnie takimi pływakami wrzuconymi do wody w której dopiero z konieczności zaczynamy uczyć się pływać jednocześnie ratując siebie przed utonięciem?

Jednym udaje się to lepiej, i tych nazywa się ludźmi zaradnymi, szczęśliwcami, innym gorzej, których jest niestety dużo więcej i którym cały czas jest o wiele trudniej utrzymać się na wodzie. Jest i trzecia grupa, najbiedniejsza, najmniej zaradna. Tym ostatnim jest najgorzej. Często widzimy ich na rogach ulic, wśród innych pozornie podobnych im, pod sklepami proszących o kilka groszy lub zbierających złom, makulaturę, butelki czy puszki po piwie. O tych ostatnich czasami tylko mówimy, nie szukając ich towarzystwa. Dlaczego? Bo są całkowicie nie przydatni, takie jest nasze przeświadczenie. A przecież są wśród nich nierzadko ludzie bardzo inteligentni, wykształceni i naprawdę uczciwi, którym życie nie podarowało umiejętności korzystania z innych w miarę własnych potrzeb. Ale przecież do czego oni mogą się nam przydać? To smutne.
Czy można przejść przez życie nie wykorzystując innych? Chyba nie, wydaje mi się to absolutnie niemożliwe. Jednak dobrze jest znać umiar i dawać z siebie coś w zamian. Dochodzę jednak do smutnego wniosku, że nie powinniśmy za bardzo przyzwyczajać się do innych ludzi, że dobrze jest ich znać ale liczyć tylko na siebie. To na pewno jest bardziej bezpieczne dla naszej samotności, bo z ludźmi przecież tylko bywamy, jesteśmy pomiędzy nimi, ale tak naprawdę wewnętrznie jesteśmy absolutnie sami zdani tylko na siebie.

I tu znajduję odpowiedź na pytanie postawione na początku. Tak jesteśmy potrzebni innym, podobnie jak inni są potrzebni nam i o tej współzależności starajmy się zawsze pamiętać. Nie miejmy pretensji do kogoś komu w którymś momencie pomogliśmy a on nie odwzajemnił się nam tym samym. Może nie potrafił tego zrobić, może nie mógł a może właśnie w tym momencie sam potrzebował również pomocy? Wiem, dobrze jest tak mówić, ale zadra i tak zostaje wraz z pytaniem, dlaczego? A ja nadal nie wiem dlaczego czuję taki bezwartościowy, nieprzydatny, taki potrzebny tylko na chwilę? Może gdy się zazieleni a słońce rozbudzi popołudniową część dnia odbijając się tęczą barw na kolorowych trawnikach, może wtedy dojdę do wniosku, że wcale tak nie jest i zacznę znowu żyć innym życiem poza czterema ścianami mojej pustelni, mojego domu. Może wtedy, ale na razie?

Ostatnio edytowany: środa, 04, styczeń 2017 19:52

Komentarze: 5

  • Masz rację, ale jak dopuścić do własnej świadomości fakt, że jesteśmy chorzy psychicznie? Bez względu na nasilenie i zabarwienie choroby uświadomienie sobie takiej sytuacji jest praktycznie prawie niemożliwe. Pozostaje więc mocowanie się z własnymi problemami i radzenie sobie jakoś w życiu. I tu odzywa się kompleks tonącego i jego konsekwencje. Dobrze że powoli zaczyna w nas rozjaśniać się uprzedzenie do psychiatrii. Psycholodzy i psychiatrzy leczą choroby naszych dusz, warto o tym pamiętać.

  • Najtrudniej jest pod tym względem osobom z problemami psychicznymi. Dopóki jesteś zdrowy, wewnętrzna samotność jest do przetrawienia. Ale w przypadku choroby psychicznej poczucie alienacji i niezrozumienia w społeczeństwie może być tylko dodatkowym problemem. Brak akceptacji społecznej może jeszcze bardziej nakręcać chorobę. Niestety, ludzie ze swoimi problemami przeważnie zostają sami.

  • Piękne porównanie, samotna wyspa. To prawda, jesteśmy właśnie takimi samotnymi wyspami. Każdy z nas ma własny zamknięty mały świat, własne, osobiste, wewnętrzne środowisko w którym się znajduje. Powiem inaczej mamy w sobie własne mniejsze lub większe wulkany które potrafią raz na jakiś czas groźnie wybuchnąć lub tylko wylać z siebie trochę gorącej lawy. Tak właśnie mamy wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu. Z grubsza jesteśmy do siebie podobni, chociaż wewnątrz w każdym z nas gotują się własne, mniej lub bardziej osobiste problemy. I to one nie pozwalają nam zupełnie otworzyć się na innych, ponieważ jesteśmy bardzo różnie i w różnym stopniu uwrażliwieni na nie. Za mało jest w nas empatii. Chociaż patrząc na to z drugiej strony, to może i dobrze, ponieważ mamy również swoje słabości nazywane również wadami, odkrycie których dopiero skomplikowałoby nam i niejednokrotnie naszemu otoczeniu, życie. Tak więc wolę chyba być samotną wyspą wśród innych samotnych wysp niż pozwolić się ukrzyżować. Ludzie całkowicie otwarci z samego założenia nie mogą być ludźmi szczęśliwymi, a kto chciałby być kimś takim?

  • Kiedyś usłyszałem, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Myślę jednak, że do pewnego stopnia musi nią być. Nikt nie wejdzie do naszej głowy. Nikt nie pozna naszych uczuć, potrzeb, naszej psychiki. Nawet, jeśli zewnętrznie nie jesteśmy samotni, to nasze wnętrza pozostają dla innych ludzi nieodkrytą tajemnicą, właśnie taką samotną wyspą.

  • Trochę to smutne, ale taka jest niestety prawda o nas wszystkich. W gruncie rzeczy człowiek jest bardzo samotną istotą. Nawet wtedy, kiedy towarzyszą mu inni ludzie, może on liczyć tylko na ulotne chwile z nimi, chociaż często te chwile bywają przyjemne. W ostatecznym rozrachunku każdy z nas jednak zostaje sam i musi sobie z tą samotnością jakoś poradzić. I to jest naszym największym wyzwaniem w życiu.

Skomentuj

*
*
*