"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Pieśń o ludzkiej tęsknocie

Opublikowano 30 listopad 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

„Drzewo wspomnień

z połamanymi gałęziami,

na których powoli usychają liście

pełne nabrzmiałych emocji,

nie rozumianej, głupiej tęsknoty,

i żalu za czymś, co dawno umarło.

Wiatr czasu

powoli je wysusza,

i krusząc na drobne kawałki

przesiewa przez sito zapomnienia.

I tyle tylko pozostaje

w naszej dziurawej pamięci.

Bo przecież nie chcemy pamiętać prawdy,

chcemy znowu marzyć.

I nic że to boli,

jest przecież takie piękne.”

Wspomnienia często budzą w nas niebezpieczne uczucie tęsknoty za czymś lub za kimś. Oczywiście nie dotyczy to czasowych rozstań z budzącą w nas, owo uczucie, sytuacją. Powinniśmy więc, moim zdaniem, uświadomić sobie wreszcie, że przecież wycięte z tzw. pełnego kontekstu i pomieszane w nich zdarzenia naiwnie budują iluzoryczny obraz czegoś, co jest tylko mocno odfiltrowaną z ciemnej ich strony, kolorową kopią. Czy warto więc wspominać i budzić w sobie niepotrzebne, przykre emocje?

Wspomnienia, mniej lub bardziej, są tylko kalejdoskopem, pokruszonych zębem czasu zdarzeń, który nawet delikatnie poruszony, za każdym kolejnym razem ukazuje troszeczkę inny obraz, niepełnej, przefiltrowanej, często nierealnej tzw. rzeczywistości, w efekcie doprowadzając do idealnej wręcz, wizji. I za taką właśnie wizją z czasem zaczynamy tęsknić. W przypadku włączenia się naszych emocji jest to więc raczej obraz kolejnych marzeń a nie bezstronnych, obiektywnych faktów. Można tu oczywiście dyskutować, ale moim zdaniem uczucie tęsknoty za utratą czegoś lub kogoś, charakteryzujące się emocjonalnym wspominaniem, jest „wirusem” powodującym w naszych pamięciach i wyobraźniach trudny do wytrzymania ból, który często potrafi bardzo skutecznie, chociaż czasowo, kaleczyć naszą psychikę. Oczywiście nie zawsze i nie w każdym przypadku (co z całą mocą podkreślam) tym niemniej tak się właśnie zdarza i to nawet nie tak rzadko.

Wiem, zaraz się dowiem, że łatwo jest mówić. I to też oczywiście racja, więc nawet nie usiłuję tu dawać żadnej skutecznej recepty na uciekanie od takich sytuacji. Próbuję tylko w ten sposób uświadomić sobie i czytającym, jak w takich przypadkach wygląda obiektywna (bo innej oczywiście nie ma) prawda. Dotarło to wreszcie do mojej świadomości po napisaniu poprzedniego tekstu o prawdzie i fałszu. Jasne, już „słyszę”, że mądry człowiek drugi raz nie popełni tego samego błędu i gdyby jakimś cudem czas się cofnął a on wiedziałby to, co wie teraz, to postąpiłby inaczej i nie byłoby problemu. Tak, to też prawda, tyle że częściowa. Bo po pierwsze czasu się nie cofnie, a co najwyżej możemy dostać szansę dopuszczenia do „poprawkowego egzaminu” (a to też dużo), a po drugie, to jednak musi dotyczyć jednocześnie obu osób. A takie coś, jak uczy nas doświadczenie, jest praktycznie niewykonalne. I w tym, jak w znanym przysłowiu, cały jest ambaras aby dwoje chciało naraz.

Nie nauczono nas tego wcześniej podobnie zresztą jak wielu innych mądrości dotyczących życia. Nadrabia więc te braki ono samo, wystawiając nam potem słone rachunki, za które musimy płakać i płacić. Oczywiście o tym wszystkim wiedzieliśmy już wcześniej, ale tylko na zasadzie przekazywanego nam dogmatu, a nie zrozumianych zasad przyswajanych w trakcie dorastania.

Powstaje teraz pytanie. Jeżeli więc jest to praktycznie niemożliwe, to po co w ogóle zamieszczam te przemyślenia? Już odpowiadam. Przede wszystkim ku przestrodze, a poza tym może ktoś pomoże mi jednak rozplątać ten gordyjski węzeł inaczej, niż tylko jednym cięciem miecza? Bo przecież kto z nas zupełnie dobrowolnie chciałby boleśnie kaleczyć własne, ciężko wypracowane, masochistyczne w swoim zauroczeniu, osnute mgłą czasu i rozmazane łzami wspomnień, piękne skądinąd marzenia?

Tylko nie piszcie, że łatwo się mówi, bo tego argumentu użyłem już ciut powyżej. Co prawda znam jeden, sprawdzony sposób na taką dolegliwość, ale i jego też nie zawsze i nie w każdym przypadku udaje się skutecznie zastosować. Po prostu będąc w stanie psychicznej niewydolności trudno przekonać siebie do tego leku, a i zdobyć go też nie tak łatwo. Chociaż wielu zaraz powie, że jest to prostsze niż budowa cepa. Tiaaaa, łatwo się tak mówi gdy jest się zdrowym.

Zainteresowanych jak wygląda często boleśnie piękny efekt takiej, nie leczonej choroby, odsyłam do koszmarkowej zakładki "Teksty lirycznych piosenek" (lub tu kliknij) http://www.youtube.com/watch?v=bfKJwJtQ3OY

Ostatnio edytowany: środa, 30 listopad 2016 04:56

Komentarze: 5

  • Zawsze mnie to fascynowało: nasz mózg jest z jednej strony jednym z najgenialniejszych i najbardziej skomplikowanych wynalazków natury, ale z drugiej strony tak niewiele potrzeba, żeby zaczął nam płatać straszne figle. Już niewielkie zmiany wystarczą, żeby pojawiły się zaniki pamięci, choroby psychiczne, inne kłopoty zdrowotne. Nie łudźmy się, w przypadku mózgu wiele spraw nie jest naszym wyborem. Nawet, jeśli czasem się łudzimy, że to ludzie decydują i dzierżą nad wszystkim kontrolę, często decyduje za nich choroba...

  • Ciągłe przesadzanie, jak powiedziało drzewko do ogrodnika, nie jest zdrowe. Przynajmniej dla drzewka. Jednak nasza pamięć, traktowana z umiarem, potrafi czynić cuda. Między innymi potrafi ona zmienić smak wspomnień dawnych zdarzeń, które nie zawsze kończyły się dla nas pozytywnie. Potrafi je filtrować,wyeliminować z nich te chwile, które z różnych powodów psuły nam je. Dlatego też tak często tęsknimy do nich. Przy okazji uczymy się, a dokładniej powinniśmy się uczyć życia z pominięciem, tu podkreślam, owych negatywnych emocji.

    Jednak czym różnią się wspomnienia od marzeń? Wspomnienia to coś co już było i minęło, zaś marzenia to nasze plany na przyszłość. Wspomnienia pozwalają nam analizować nasze błędy, jakie w życiu popełniamy wszyscy, niezależnie od posiadanego IQ. Jednak tylko głupcy powtarzają je dwa razy, że o kilku kolejnych powtórkach już nie wspomnę. To dzięki nim możemy ocenić co spotkałoby nas gdybyśmy w trudnych, kluczowych dla nas momentach potraktowali nasze życie w miarę rozsądnie. Jednak obdarzyło nas ono owymi emocjami, pozwalającymi nam cieszyć się nim ale i psuć je w najmniej oczekiwanych momentach. Mamy takie wybory, z których niestety rzadko staramy się korzystać. Tak więc pozostaje nam hamletowskie słynne "tu be, or not to be" Nasz wybór, a później nasze wspomnienia i ich konsekwencje.. Życie bez wspomnień jest życiem z amnezją w rękawie, niby żyć można tylko po co?

  • Co oczywiście nie oznacza, że wspomnienia nie są ważne. Ale popatrz, ile osób pozwala się nim zatracić. My, ludzie, mamy jednak jakiś feler w sobie, a raczej w naszym mózgu. Ciągle płata nam jakieś figle, związane chociażby z naszymi wspomnieniami. A to może nas szybko zwieść na manowce.

  • Ciągłe wracania do wspomnień, karmienie się nimi na co dzień, może być przyczyną choroby. Jeśli ktoś żyje tylko przeszłością, zasłania mu ona obraz teraźniejszego życia. A ono powinno być dla nas najważniejsze. Na naszą przeszłość nie mamy żadnego wpływu, zaś na przyszłość nasz wpływ jest mocno ograniczony. Wpływamy tylko na to, co dzieje się z nami tu i teraz. Jednak często ludzie wolą płatać figle swojemu życiu i wpędzają się w chorobliwe myślenie o tym, co już się wydarzyło, albo o przyszłości, która jest nam nieznana.

  •   Latoja

    Zabierz człowiekowi wspomnienia a zabierzesz mu tożsamość bo dziś jesteśmy sumą własnych wspomnień. Oczywiście są wspomnienia tak bolesne, że nie chcemy za nic do nich wracać, ba, potrafimy je nawet wyprzeć z pamięci, jakby zdarzenia, których są odbiciem w ogóle nie istniały. Dotyczy to jednak sytuacji tak drastycznych, że pamiętanie ich było by destrukcyjne dla naszej psychiki.
    Faktem jest jednak, że mamy skłonność do powracania pamięcią do zdarzeń, które angażowały nas bardzo emocjonalnie, skończyły się często niepomyślnie, jednak po latach widzimy je nieco inaczej. Idealizujemy, wybielamy, nie pamiętamy tego co było złe, co doprowadziło do takiego a nie innego zakończenia. Chcemy pamiętać to dobre - tamten czas, jakieś chwile, słowa, sytuacje.
    Faktem jest także to, że czasem dopiero po latach potrafimy zrozumieć pewne rzeczy, spojrzeć na przeszłość z perspektywy człowieka dojrzałego, który już bez emocji potrafi ocenić także własne błędy. Wtedy żałujemy najbardziej, wiemy jakie błędy popełniliśmy, czego nie dostrzegaliśmy a co miało dla nas zbyt duże znaczenie. Czasu cofnąć się nie da, dobrze jeśli chociaż z jego upływem przychodzi do nas refleksja, która wprawdzie przeszłości nie zmieni ale powoduje, że rozwijamy się mentalnie. A przecież o to chodzi w człowieczym życiu.

Skomentuj

*
*
*