"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Co to jest śmierć? - (z opowieści leniwego filozofa)

Opublikowano 06 listopad 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Cogito ergo sum...trudne pytania...

 

Nurtowała mnie pewna myśl i nie mogłem sobie z nią poradzić. Wybrałem się więc do staruszka, który mieszkał tuż za miasteczkiem w dziupli starego drzewa a wszyscy zwali go leniwym filozofem. Leniwym, bo bardzo lubił spać. Podchodząc do drzewa zauważyłem go, jak przeciągał się z rękami uniesionymi do góry a wiatr, z jego siwych włosów, utworzył lekką mgiełkę wokół głowy. Wyglądał tak jak gdyby wołał kogoś lub pytał o coś. Zaaferowany tym widokiem, zatrzymałem się a gdy wcale nie zwracał  na mnie uwagi, chrząknąłem. Nie było to głośne ale staruszek, o dziwo, usłyszał, a może to był tylko przypadek. Popatrzył na mnie i spytał  ..... Widzę, że coś ciebie dręczy. Powiedz, a może będę mógł ci pomóc.

Nie czekając dłużej zacząłem.śmierć i co będzie potem, po niej? Mamy różne zdania na ten temat, boimy się tego, ale nie możemy uzgodnić wspólnej odpowiedzi.

Zasępił się starzec a muszę przyznać, że rzadko mu się to zdarzało i w pewnej chwili tak rzekł.

......Odpowiedz mi na pytanie.. Czy próbujecie się zastanowić jak wygląda życie na najbardziej odległej planecie wszechświata,  czy wreszcie patrząc na piękne dziewczyny myślicie jakie będzie wasze życie kiedyś z nimi, czy wiecie na pewno, że tak właśnie będzie, że nie rozczarujecie się kiedyś. Czy możecie to wszystko przewidzieć? ....

Zdziwiony tak sformułowanym pytaniem, odparłem....Nie, oczywiście że nie. Nie obchodzi nas życie na jakiejś tam planecie, bo za daleko i nas tam nie ma i raczej nie będzie. A o wspólnym życiu tak ale o ewentualnych rozczarowaniach też raczej nie rozmawiamy bo tego nie da się do końca przecież przewidzieć. To jasne.

...Widzisz, odparł starzec spokojnie. Najbliżej ciebie jest dziewczyna którą chcesz poślubić a nie potrafisz powiedzieć jakie, na pewno, będzie wasze życie. A masz na to wpływ. Skąd też jesteś pewien czy na tej właśnie, odległej planecie  na przykład, nie czekają dusze na Sąd Ostateczny. Tego nie wiesz i o tym nie myślisz. A chcesz nagle zrozumieć coś o czym tylko wiemy, że jest jakąś bramą, zakończeniem pewnej drogi ale co poza nią, tego nikt z żyjących nie wie i nigdy się nie dowie.

...No dobrze, odparłem, a co ty robisz gdy nachodzi ciebie taka myśl, nie powiesz chyba że nigdy o niej nie myślałeś?

 ...... Oczywiście że miałem i miewam takie myśli ale wtedy idę spokojnie spać bo uważam, że jest to lepiej spędzony mój czas którego i tak mamy nie za wiele. Rano wstając mam wrażenie, że w ten sposób Stwórca Wszechrzeczy chce nam dać odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Nie martwię się więc tym bo być może obudzimy się wtedy tak samo jak z naszego codziennego snu i zdziwimy się bardzo, że to takie proste. Być może. I dodał, gdy już odchodziłem......... pamiętaj, że

Discipulus est prioris posterior dies - ..dzień następny jest uczniem poprzedniego.

Ucz się na błędach i żyj pogodnie, nie myśląc o tym na co nie masz wpływu. Ale nie popełniaj błędów tylko po to, aby mieć z czego się potem uczyć.

Wiedziałem, że w ostatnim zdaniu zakpił sobie ze mnie, ale taki on już właśnie jest i za to go też lubię.

Ostatnio edytowany: niedziela, 06 listopad 2016 09:44

Komentarze: 3

  • Ludzie zawsze martwią się rzeczami, na które nie mają bezpośredniego wpływu. Oraz takimi, których nie potrafią zrozumieć. Wiele spraw w tym zakresie próbują wytłumaczyć nasze religie, ale nawet tam tłumaczenie jest niepewne i niejasne. Dlatego być może lepiej nie myśleć za dużo o tych sprawach, nie zastanawiać się. Przyszłość będzie taka, jaka ma być i tyle.

  • Zgodzę się z jednym, a mianowicie że świat poradzi sobie bez nas. To pewne. Ogólnie świat tak, ale najbliższe nam osoby to już nie koniecznie. Szczególnie te, którym pomagaliśmy w miarę naszych często skromnych, możliwości. Oczywiście jako są raczej rady dadzą, ale będzie to dużo trudniejsze, o bólu serc już nawet nie wspomnę. Ja śmierć kliniczną przeszedłem, co widziałem to będę pamiętał chyba do końca dni moich. Było to jak zasypianie jak we śnie, bez żadnego najmniejszego bólu, w którym widziałem dokładnie to, co robili ze mną ratownicy medyczni. Potwierdziły to moje dzieci, które były przy tym obecne. O innych szczegółach nie będę pisać, bo nie o to tu chodzi. W każdym bądź razie ratownicy a później lekarze uratowali mi życie. Jednym słowem śmierć nie jest mi obca, a przynajmniej jej początek. Teraz już jej się nie boję, oczywiście pod warunkiem, że przychodzi bez zewnętrznego bólu.. Jednym słowem śmierć jest bezbolesnym snem, w trakcie którego przenosimy się w inny wymiar. Takie jest przynajmniej moje zdanie, a każdy z nas ma prawo myśleć o niej inaczej. Dzisiaj tłumaczę to sobie, że widocznie mam coś jeszcze do zrobienia na tym świecie, być może naiwnie? Być może, ale tak właśnie myślę. No cóż, wolno mi.

  •   Latoja

    Właśnie oglądam film " Pora umierać " z cudowną D. Szaflarską w roli kobiety, samotnie zmierzającej do kresu życia. Jest pogodna, pogodzona z życiem i tym, że się kończy.
    Myślę, że nie sama śmierć jest dla nas problemem tylko proces umierania - tego się boimy. Zazdrościmy ludziom, którzy odeszli spokojnie we śnie, bez długotrwałego cierpienia, we własnym domu i we własnym łóżku.
    Śmierć jako nieuchronność wytrąca nam z ręki wszelkie argumenty, nie da się z nią pertraktować, przebłagać ani wykupić, możemy sobie tylko wyobrażać, że nie nadejdzie zbyt szybko i nie będzie zbyt bolesna. Choć właściwie sama śmierć nie boli, ona kończy ból.

    Dawniej, szczególnie na wsi, wśród ludzi, którzy żyli zgodnie z rytmem natury, także śmierć była jej nieuchronną częścią bo" co żyje umrzeć musi". Teraz chcemy odsunąć ją od siebie jak coś nienormalnego, nienaturalnego, strasznego. Nasz bliski zmarły jest natychmiast zabierany przez zakład pogrzebowy, któremu zlecamy nawet ubranie go. Dawniej zmarły pozostawał w domu, przychodzili znajomi, przyjaciele aby się z nim pożegnać, teraz jest to nie do pomyślenia.

    Myślę, że to zasadniczo bez różnicy co jest po tamtej stronie. Jeśli jest tam inne, nowe życie, powrót do żródła, to należy się tylko cieszyć. A jeśli nie ma nic, nie ma świadomości, jest nieprzerwany sen, to nie ma się czego obawiać, sen nie boli.
    Świat poradzi sobie bez nas - to pewne.

Skomentuj

*
*
*