"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Zazdrość i pies ogrodnika..... temat do dyskusji

Opublikowano 30 październik 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek co to jest zazdrość? Najczęściej po prostu poddajemy się jej  wpływom odnosząc się do konkretnej osoby. Bywają również inne, odnoszące się do rzeczy, stanów posiadania czy też powodzenia jednak mnie interesują te dotyczące bezpośrednio nas, naszych uczuć, naszych zachowań. Tu można spokojnie troszeczkę bliżej sprecyzować czym ona jest. A więc jest to uczucie konsekwentnie traconego zaufania do kogoś, tworzącego się  na bazie naszych charakterów, stopnia wrażliwości, oczekiwań i wyobraźni oraz zachowania lub też tylko uzyskanych jakimś cudem informacji na temat domniemanego "przestępcy". Zupełnie spokojnie można też stwierdzić, że ilu jest ludzi tyle jest jej zabarwień. To prawda, jednak patrząc na to bardzo z grubsza można wyodrębnić pewne najczęściej powtarzające się cechy. 

A więc przede wszystkim  powinno się uzmysłowić sobie czy obiektu zazdrości przypadkiem nie traktujemy jak naszej własności. Bo wtedy ten ktoś może zupełnie podświadomie szukać przynajmniej namiastki tego, czego nie ma w swoim związku. Sytuacja gdy nasze zachowanie na co dzień zimne, budzi się nagle w momencie poczucia zagrożenia utratą w jakiejś części wyłączności posiadania, jest sytuacją bardzo przykrą dla obu stron i najczęściej mającą smutne konsekwencje. Jest to typowy kompleks psa ogrodnika, co to sam nie zje i komuś nie da. Nierzadko jest tak, że nawet zauważamy nasz błąd w postępowaniu jednak nasza ambicja nie pozwala nam na widoczne naprawienie go. W takich sytuacjach po jakimś czasie skutki mogą przejść nasze smutne przewidywania. Musimy sobie dosadnie wytłumaczyć, że żaden podpisany kontrakt ślubny, żadne związanie się z drugą osobą nie daje nam gwarancji, pewności że wstępne obietnice zostaną dotrzymane bez względu na  czas i jakiekolwiek okoliczności. Taką gwarancję możemy przez lata wypracować sobie sami. 

Wypływa z tego prosty wniosek, kontrolujmy siebie i korygujmy własne zachowania wbrew nierzadko chorym własnym ambicjom. Podłoża choroby zwanej potencjalną lub urojoną zdradą leżą w naszym wzajemnym traktowaniu siebie, są tylko rozciągnięte w czasie. Dlatego warto mieć wcześniej bardzo ogólny ale nie budowany na złudzeniach obraz kogoś, z kim chcemy związać się na całe życie. Bo na słabym fundamencie nigdy nie uda się postawić solidnego domu, bez względu na późniejsze wyrzeczenia i włożony w to wysiłek. Zwróćcie uwagę, miłość jest jak ogień, potrafi nas ogrzać, potrafi też spalić jednak gdy już zgaśnie pozostawi po sobie tylko popiół lepszych lub gorszych wspomnień, które po jakimś czasie rozwieje wiatr zapomnienia. I nie wyobrażam sobie kogoś, kto naprawdę kocha i jest kochany aby mógł zdradzać. Gdy daje się uczucie otrzymując je w zamian nie myśli się o zdradach, bo kto chce krzywdzić obiekt swojej miłości. Jednak to wcale nie znaczy, że jeżeli będziemy bardzo kochać to dostaniemy w zamian to samo. Musimy pamiętać, że z tym uczuciem należy postępować jak z ogniskiem. Pilnować aby nie zagasło i zależnie od potrzeb i oczekiwań rozsądnie z obu stron dokładać jednak tak, aby nie wybuchło zbyt wielkim płomieniem odcinając nas od realiów codziennego życia i nie wypaliło nas.

Życie ma również do nas swoje prawa i wcześniej lub później upomni się o nie. I może to być wtedy zbyt bolesne przebudzenie. Tak więc podsycajmy równomiernie i delikatnie ogień uczucia pozostawiając je stale w sytuacji lekkiego niedosytu. A co do zazdrości a właściwie podważania zaufania, to najlepiej starajmy się nie dawać do tego powodów. Znamy przecież słabe punkty naszych partnerów/  partnerek. Oczywiście jeżeli nie są one budowane na bazie przesadnie wybujałej wyobraźni, no bo wtedy nawet największe wysiłki z naszej strony nie załatwią absolutnie niczego. Spraw dotyczących uzasadnionych zazdrości nie próbuję dotykać, bo trzeba by wtedy wnikać we wszystkie indywidualne szczegóły cofając się prawie do dnia poznania się. Traktuję to moje gadulstwo jako próbę zwrócenia uwagi na zrozumienie samych siebie i naszego wpływu na napotykane zdarzenia.

Ostatnio edytowany: niedziela, 30 październik 2016 23:44

Komentarze: 2

  • Zazdrość to okropne uczucie. Sam jej zaznałem w życiu. Usiłowałem z nią walczyć, ale na pewnym etapie zwyciężyła nad moim rozsądkiem. Na szczęście była to pojedyncza sytuacja i nie chcę, aby się powtórzyła. Nie lubię zazdrości u innych ludzi, dlatego sam staram się z nią walczyć u siebie. :)

  •   Latoja
    Link do komentarza Latoja 31 październik 2016

    Zazdrość to bardzo zła cecha charakteru, szczególnie ta nie związana z uczuciami a raczej z zawiścią wobec innych. Ludzie ciągle czegoś sobie zazdroszczą, głównie dóbr materialnych, ale też wyglądu, stylu życia, partnera. Zawsze tępiłam w sobie przejawy tego typu zazdrości, teraz zazdroszczę ludziom tylko jednego - kochającej osoby obok, człowieka, z którym się zestarzeją i nie będą czuć samotności.Trzymające się za ręce stare, dobre małżeństwa to dla mnie jedyny powód do zazdrości.

    W uczuciach zazdrość jest niestety nie do pokonania, towarzyszy miłości od samego jej narodzenia i pozostaje nawet wtedy, gdy związek już się rozpadł. Możemy z nią oczywiście walczyć ale gdy w grę wchodzą silne emocje stoimy raczej na straconej pozycji. Oczywiście są przypadki zazdrości chorobliwej, która zabija związek, jest wyłącznie wynikiem kompleksów jednego z partnerów. Nawet kiedy druga strona nie daje powodów do zazdrości, jesteśmy wyczuleni na jej stosunek do nas i innych osób. Komplement powiedziany innej osobie może zaboleć, kiedy sami tych komplementów nie otrzymujemy.
    Miałam to szczęście mieć męża, który nigdy nie dał mi powodów do zazdrości, w jakiś wewnętrzny sposób byłam pewna jego wierności i uczuć dla mnie, nie uchroniło mnie to jednak przed drobnymi ukłuciami. Ważne jest to co z takimi ukłuciami zrobimy, czy lepiej mówić o nich otwarcie, czy zatrzymać dla siebie dla spokoju związku. Jedno i drugie wyjście ma swoje dobre ale i złe strony, trzeba chyba stosować je w zależności od sytuacji - jedne przemilczeć, inne wyjaśniać.

    Związek to bardzo czuła materia, nie uda się uniknąć zazdrości ale też całkowity jej brak nie najlepiej o nim świadczy. Może się bowiem okazać, że tkwiąc w samozadowoleniu nie dostrzegamy, że drugiej stronie czegoś może brakować i poszuka tego gdzie indziej.

Skomentuj

*
*
*