"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Temat do dyskusji .......

Opublikowano 20 październik 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

„ Nic nie jest proste ...... NIC....." Zacytowałem tu krótkie podsumowanie zawarte w komentarzu do treści jednego z moich artykułów. Dlaczego? Bo chcę porozmawiać na poruszony tam temat. Problem powtarzający się bardzo często w życiu wielu ludzi. Brzmi tak samo ale szczegóły, za każdym razem, są różne, tak jak różni są ludzie, ich charaktery i potrzeby. Jak różne są w nich subtelności, które z kolei ustalają w naszych podświadomościach granice wytrzymałości, poza którymi wyrasta, jak pokrzywa, wzajemna niechęć. Nie będę tu pisać jak powinniśmy wzajemnie się poznawać zanim podejmiemy decyzję o stworzeniu rodziny, bo jest to temat na oddzielny artykuł. I nie chodzi tu o małżeńską przysięgę, w życiu odgrywa ona rolę tylko hasłową. Spróbuję jednak trochę uprościć drogę do znalezienia odpowiedzi na pytania postawione w komentarzu. Pytania na które odpowiedzieć sobie możemy tylko my we własnych rozważaniach.

Najpierw musimy odrzucić balast myślowy ustalając gradację ważności.

Zacznijmy jednak od określenia tego co mamy na myśli mówiąc miłość przez duże „M". Otóż, to uczucie jest formą wczuwania się w potrzeby i emocje drugiej strony, przyjmowanie ich jako swoich, życie nimi i spełniania ich w miarę możliwości. Jest zaznaczana przez duże „M", gdy jest podobnie odwzajemniona. Taka miłość nie przemija, ona może tylko umrzeć zamieniając się w wielką, serdeczną przyjaźń, pozbawioną seksu. Dlaczego umrzeć? Bo nigdy już potem nie wraca, co może stać się w przypadku przemijania. Miłość jednostronna jest miłością niespełnioną, połowiczną, przynoszącą najczęściej nieszczęście. Miłość obopólna tworzy jedność uczuciową i w efekcie wzajemne zrozumienie. Czasami sytuacja życiowa zmusza takich dwoje ludzi do rozstania. Miłość ma w sobie i zauroczenie i najczęściej potrzebę seksu, natomiast  odwrotnie tak być nie musi. Tyle na temat, co mam na myśli mówiąc miłość a nie np. zauroczenie.

Dalej, odrzucamy przysięgę małżeńską i wspólny dom, bo nie to, tak naprawdę, wiąże dwoje ludzi. Dom jest dobrem materialnym, ale nie wiążącym się z uczuciami a przysięga jest tylko konsekwencją podjęcia decyzji, pieczątką, pewnego rodzaju wartością moralną. Uczucie jest tym, co wiąże dwoje ludzi na dobre i na złe. Złe, w pojęciu zdarzeń które mogą nas spotkać z zewnątrz, ale nie od siebie nawzajem.  Powinniśmy teraz przeanalizować czy to co nas zbliżyło do siebie to była miłość przez duże „M" czy zauroczenie lub seks, ponieważ poza miłością wszystko inne z czasem mija. Czy to co teraz nas drażni nie jest przypadkiem różnicą poziomów lub zainteresowań? Czy potrafimy spokojnie rozmawiać o swoich problemach bez emocji? Co rozumiemy przez określenie nie ma ciepła, lub daje ciepło? Ciepło, które pojawia się nagle, nie jest wielkością stałą, jest pozorem, który może sprawdzić się w życiu ale wcale nie musi. To następuje dopiero po dłuższym pobycie razem, przeżywaniu wspólnych kłopotów, pomaganiu sobie nawzajem często rezygnując z własnych potrzeb, własnych małych radości na rzecz tej drugiej osoby. Musimy też, ze względu na dziecko, znaleźć odpowiedź na pytanie czy życie w dotychczasowym układzie, jest prawdziwym nieszczęściem, które unieszczęśliwia również dziecko, czy też jest to tylko nasze nieszczęście powodowane brakiem obok nas tej innej, aktualnie kochanej, trzeciej osoby.

W ten sposób damy sobie odpowiedź na postawione pytanie, co jest dla nas ważniejsze, dobro i miłość naszego dziecka, bo to jest podstawą każdego związku, czy też nasza miłość do siebie, wychodząc z założenia, że przecież nam też należy się coś od życia, które tak szybko ucieka?

Pozostaje również dylemat, czy przypadkiem poświęcenie się dla dziecka nie jest jego unieszczęśliwieniem? Dlaczego? To proste. Spróbujmy spokojnie uświadomić sobie jaki jest stosunek do dziecka tej drugiej strony, z którą jesteśmy w stałym związku i pośrednio jaki mu daje ona przykład swoim zachowaniem wobec nas, wobec niego? Próbując odpowiedzieć sobie na te pytania musimy absolutnie pozbyć się wszelkich emocji, uprzedzeń. W przeciwnym przypadku znajdziemy odpowiedź na pytanie czego my chcemy, a nie jak postąpić dla dobra dziecka. Jedno jest pewne, nie powinniśmy bezkrytycznie poświęcać się dla dziecka kierując się fałszywym poglądem, że dziecko musi mieć oboje biologicznych rodziców lub też, ze złożyliśmy kiedyś przysięgę małżeńską. Jeżeli ta trzecia osoba daje więcej miłości i ciepła i jeżeli możemy być tego pewni, to będzie to punkt na rzecz nowego związku, który może stworzyć nową rodzinę. Nie kierujmy się jednak tylko własnymi uczuciami, podejmując taką decyzję, ale maksymalnie spokojnym rozważeniem wszystkich za i przeciw. Nie możemy tutaj kierować się ani emocją, ani uczuciem, ani wiarą, ponieważ decydujemy również za dziecko a ono wierzy nam bezkrytycznie ufając, że nie pozwolimy nikomu go skrzywdzić.

Co jednak zrobić gdy ktoś z kim jesteśmy w stałym związku nie jest złym człowiekiem, ale nie pasuje do nas, nie potrafimy znaleźć wspólnego języka, z którym nasze drogi rozchodzą się coraz bardziej? No cóż, dobro dziecka wymaga również dobrego wzorca obojga rodziców, klimatu jaki wspólnie tworzą. Dziecko nasiąka atmosferą domu rodzinnego kształtując w ten sposób swój charakter. Dlatego rodzice powinni znaleźć razem odpowiedź na pytanie co dalej? Lepszym jest bowiem dwoje rodziców którzy wzajemnie darzą się szacunkiem, ale żyjących oddzielnie niż para skłóconych, gderliwych, nadpobudliwych ludzi żyjących razem i tworzących klimat wzajemnej niechęci i braku zaufania. Jak to rozwiązać? Takich pytań nie powinno się zadawać innym, powinniśmy na nie odpowiedzieć sobie sami, bo tylko w nas znajdziemy odpowiedź, ale musimy jej poszukać, i powtarzam jeszcze raz, nie kierując się emocjami. Jak sama widzisz, nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie, pamiętając jednocześnie, że jest to koncert grany na cztery ręce i głos dziecka.

Ostatnio edytowany: czwartek, 20, październik 2016 17:43

Komentarze: 3

  •   Koszmarek

    Ujęłaś to bardzo pięknie. Cudownie byłoby aby dotarło to do chociaż jednej osoby, aby ktoś to zrozumiał. Oczywiście wie o tym wiele osób, gorzej jednak ze zrozumieniem. Wymaga to bowiem od nas dużej dozy samodyscypliny. Ważnym bowiem jest aby ?wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie?. O tym również wiemy, jednak najczęściej, w ferworze codziennego życia, zapominamy lub przynajmniej spłycamy. I w tym leży całe zło, cała przyczyna naszego pózniejszego niepowodzenia. Winę za niepowodzenie najczęściej wtedy zwalamy na partnerkę/ -era nie widząc własnej współwiny, twierdząc że przecież my wiedzieliśmy. Nie zauważamy jednak że nasze płytkie ? wiemy, ma się nijak do głębokiego pojęcia - rozumiemy. Wbrew pozorom są to bowiem dwa różne światy pojmowania tego problemu. Dzięki za piękny komentarz.

  •   Latoja
    Link do komentarza Latoja 21 październik 2016

    Stary, wiecznie żywy temat rzeka - miłość.
    Na początek, z perspektywy czasu stwierdzam, że mamy taką miłość do jakiej dorośliśmy, innej nie jesteśmy w stanie przyjąć i dać drugiej osobie.
    Uczucia zmieniają się, dojrzewają wraz z nami i choć pierwsza miłość jest najczęściej bardzo niedojrzała, to ją pamiętamy na zawsze. To ona pokazała nam ile mamy w sobie żarliwych emocji, jak jest piękna i jak puste było nasze życie przed nią.
    Miłość najczęściej zaczyna się od zakochania, czyli zauroczenia drugą osobą, które niesie ze sobą pożądanie fizyczne. To te cechy leżą u podstaw rodzącego się uczucia i to one, a raczej ich stopniowe słabnięcie zadecyduje czy będzie to Miłość. Często bowiem po okresie wzajemnej fascynacji następuje znużenie, ochłodzenie uczuć, miłość odchodzi bo tylko na fascynacji się opierała. Jeśli jednak ludzie mimo wszystko nadal potrzebują wzajemnej bliskości, czują się z sobą bezpiecznie, mają wspólne cele, zaczynają budzić do życia Miłość. Dopiero uwolniona od pożądania może zacząć rozwijać się w sferze duchowej. I tylko w tej sferze może pozostać wielkim uczuciem, co nie znaczy, że ludzie nie mają czerpać satysfakcji ze swego fizis. Ono musi jedynie zejść na drugi plan, być dopełnieniem idealnego porozumienia dusz.
    Zdarza się, że miłość rodzi się po woli z przyjażni, ludzie, którzy znają się i przyjażnią od lat, w którymś momencie zaczynają dostrzegać tę drugą osobę jako idealnego partnera dla siebie a udane pożycie tylko potęguje rodzące się uczucie.
    Mówi się, że ilu ludzi, tyle miłości ale sądzę, że tak nie jest. Miłość jest jedna, jest to dla wszystkich to samo wszechpotężne uczucie, którego wszyscy pragną i które jest nam potrzebne do życia jak woda i powietrze. Wszyscy przeżywamy ją tak samo, czujemy te same emocje, różnica polega tylko na sposobie ich wyrażania, choć i tu mamy też utarte kanony. Dla mnie miłość jest darem, który otrzymujemy lub nie.

    Co do dziecka w rodzinie to podzielam Twój pogląd, dziecko nie powinno być dla rodziców celem ostatecznym. Dziecko dostaje od rodziców bazę, zostaje wyposażone w umiejętności i normy, które mają mu pomóc jak najlepiej żyć pośród innych ludzi bo dla innych ludzi je w rezultacie wychowujemy. Uczy się we własnym domu, widząc zachowania rodziców wobec siebie, czując panujące w domu uczucia. Dziecko pójdzie w świat, rodzice zostaną razem i ważne by dziecko nie było jedyną rzeczą, która ich łączy. Ono ma być dopełnieniem ich wspólnego życia a nie wyłączną jego wartością. Ludzie, których łączy Miłość są dla siebie najważniejsi, zawsze i wszędzie.

  •   Nick....?
    Link do komentarza Nick....? 21 październik 2016

    .......?

Skomentuj

*
*
*