"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Czy zawsze rewolucja zjada swoje dzieci?.....

Opublikowano 24 wrzesień 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięło powiedzenie, że rewolucja zjada swoje dzieci? Przecież tego nikt nie wymyślił tylko dlatego, że ładnie brzmi, że jest takie poetyckie, takie patetyczne. Jest to prawda historyczna, prawda życiowa. Spróbujmy to przeanalizować. Może dojdziemy do jakichś wniosków, które nam coś uświadomią? Może będziemy bardziej pewni siebie, pewni tego, że możemy walczyć o coś, nie pozwalając przy tym bezkarnie sobą manipulować?

A więc, aby porwać ludzką społeczność, naród, do walki o coś, tworzy się, bazując na jakimkolwiek ogólnym niezadowoleniu, grupę jednoczącą wszystkich hasłami mającymi w treści pojęcia wolności, sprawiedliwości i równości. To sztampa, powtarzająca się za każdym razem. Potem wybiera się spośród nich „trybunów ludowych”. Ludzi skazanych z góry na usunięcie gdy się uda całe przedsięwzięcie, ewentualnie na „męczenników za sprawę” gdyby się coś nie udało. Ludzi pozbawionych chęci zysku, naprawdę wierzących w sprawę i chcących uczciwych zmian, ludzi ideowych, charyzmatycznych, nie znających kompromisów, takich z którymi mogą się wszyscy, a przynajmniej większość, identyfikować. Po pomyślnym zakończeniu pierwszego etapu, gdy panuje jeszcze ogólna euforia, odsuwa się mniej lub bardziej delikatnie, niepotrzebnych już działaczy i tworzy się grupę kierowniczą dążącą powoli do przejęcia sterów władzy. Następnie tłumacząc wszystkim, że teraz musimy przejść przez okres transformacji, zmuszający nas do zaciśnięcia pasa, zmiany przepisów dostosowujących gospodarkę do nowej rzeczywistości, doprowadza się do bardzo trudnych do odwrócenia zmian, na które, niestety, mają wpływ tylko nieliczni. Dodajmy zmian korzystnych przede wszystkim dla samych zainteresowanych, trzymających stery władzy lub będących bardzo blisko nich. Cała reszta narodu jest w tym czasie już tylko potrzebna między innymi dla zaspokajania potrzeb związanych z okresowymi wyborami dla jednej lub częściej kilku różnych partii, nie mających bezpośredniego związku z walką na pierwszej linii w trakcie wcześniejszej rewolucji. Nie będę już pisał jak przy tym dzielą finanse pomiędzy siebie i resztę narodu, jak prawo widzi i traktuje ich a jak innych, bo to już zupełnie inny temat. Jaki z tego wniosek?

 

 

To proste, powinniśmy pilnować swoich praw i wymuszać realizację ich zgodnie z wcześniejszymi obietnicami dotyczącymi zaspokojenia naszych potrzeb. Powinniśmy ograniczyć tę manipulację do minimum, bo całkowicie się nie da. Sposobów jest wiele, ale ja myślę, że wystarczyłoby stworzyć prawo odpowiedzialności karnej za nieudolne działania polityków, których wynikiem jest zły stan naszego państwa. Przecież oni działają na żywym organizmie, któremu nie jest obojętne co się z nim robi, jak go się traktuje. Lekarze zarabiając bardzo mało, są pociągani do odpowiedzialności karnej za błędy w sztuce, natomiast politycy nie podlegają takiemu prawu, dlaczego? Czy życie i zdrowie jednego człowieka jest więcej warte niż całego narodu? Wiem, że tego nie można porównywać ale chodzi mi o zobrazowanie wielkości wyrządzanych krzywd. Nie mówię już o tragicznym rynku pracy i praw które nim rządzą. Jest to również konsekwencją działania polityków. Czy to też powinno uchodzić im bezkarnie?

A wolność, sprawiedliwość i równość są tym do czego powinno się dążyć, ale czego tak do końca nikt nigdy nie uzyska i to z prostej przyczyny. Jesteśmy bardzo różni. Różnimy się charakterami, świadomością, światopoglądami, poziomami, potrzebami itd. I dla każdego z nas te określenia znaczą zupełnie albo prawie zupełnie co innego. Jeden człowiek może być wolny, dwóch już musi się dogadać i iść na kompromisy w sprawach wolności, sprawiedliwości i równości a gdy wchodzi w rachubę większa ilość ludzi, zaczyna się ustalanie praw normujących życie w grupie, od których zależy już wszystko i wolność, i równość i sprawiedliwość. Ważnym jest tylko czy to prawo służy potem wszystkim i czy wszystkich traktuje tak samo. Bo może być tak, że chroni ono i pomaga tylko nielicznym, wybranym. Czy wtedy można nazwać je prawem? Tu bym się zastanowił.

Przeanalizujcie jeszcze teraz dzieje naszej :Solidarności” z tamtego okresu i naszych naprawdę ideowych działaczy w różnych regionach Polski. Zwykłych, prostych ludzi, w tym również tych którzy kierowali wtedy organizacją. Ilu z nich potem zostało bez pracy i w jakich warunkach żyją dzisiaj? A przecież byli kiedyś tak potrzebni, tak służyli sprawie. Zastanawiam się teraz czyjej sprawie służyli, bo na pewno efekt niemile ich zaskoczył. I nie chodzi mi o to aby dzisiaj byli u sterów rządu, ale aby dostali to o co walczyli, co im solennie wtedy obiecano. Podejrzewam, że gdyby wiedzieli wtedy, że wszystko się tak potoczy, to przysłowiowy pies z kulawą nogą nie ruszyłby przeciw komunie, która i tak już się waliła. Pozostaje pytanie, co, kto i komu wtedy wywalczył? Co i kto, to już praktycznie wiemy pozostaje tylko komu, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że nam wszystkim? Dzisiaj wielu przykleja się do ówczesnego zwycięstwa, jednak z nimi mam dziwnie złe skojarzenia. No i co z tymi dziećmi rewolucji?

Jeżeli ktoś doczytał do końca to podziwiam, ale musiałem to napisać i zakończyć w ten sposób swój udział na stronie Forum. Myślałem, że będzie ono trochę inne i coś nowego mi uświadomi. Chociaż nie prawda, ono jednak coś mi uświadomiło.

Ostatnio edytowany: niedziela, 25, wrzesień 2016 14:13

Komentarze: 1

  •   Latoja

    Temat bardzo na czasie, ta "dobra" zmiana też w końcu pożre swoje dzieci, już nawet zaczyna. Ludzi idei zawsze otacza grono ludzi, którzy pod pokrywką szczytnych celów, szukają dla siebie korzyści. Ideowcom przydają się tacy ludzie, ktoś przecież musi prowadzić całą ogólnie pojętą logistykę, jednak póżniej trudno pozbyć się ich ze swego otoczenia. Zaczyna się konflikt - co było ważniejsze - idea czy czyny, choć nie byłoby jednego bez drugiego. Zawsze też istnieją podziały co do skuteczności takich czy innych działań. Dziś taki konflikt zarysowuje się w KOD, pewnej grupie osób nie odpowiada pokojowa formuła działania KOD-u, chcą działań bardziej ofensywnych. Zawsze są też osoby, które chcą wypłynąć na fali przemian, stać się ważni, mający silną potrzebę poczucia się kimś ważnym.
    Recept na zmiany jest zawsze tyle, ilu ludzi, najczęściej wykluczają się one wzajemnie, ale to ścieranie się poglądów jest kołem zamachowym dla zmian, które w końcu w bólach się wyklują.
    Nie ma systemu społeczno- gospodarczego, który zapewniałby równość i sprawiedliwość dla wszystkich, nawet idea komuny, która zakłada każdemu według potrzeb nie ma szans na przetrwanie. Jeden potrzebuje więcej, drugi mniej. Ten który potrzebuje mniej będzie czuł się wykorzystywany na rzecz tego, który potrzebuje więcej. Natury ludzkiej zmienić się nie da, zawsze będziemy patrzeć na drugiego człowieka, ile ma i jakim kosztem. Są ludzie zdolni, którym wszystko łatwiej przychodzi, są mniej zdolni, którzy osiągają ten sam efekt większym kosztem. Takich pól konfliktu i powodów do zazdrości jest w życiu społecznym bardzo dużo, nigdy nie będzie społeczności, w której wszyscy będą zadowoleni. Najgorszy jest jednak obecny stan świata, w którym 90 % majątku skupiony jest w rękach małej grupy ludzi, którzy realizują własną wizję świata, taką w której reszta ludzkości jest pozbawiana dostępu do podstawowych dóbr, takich jak woda, energia, żywność, a jednocześnie dostarcza tych dóbr ciężką pracą. Ta wizja świata prowadzi go nieuchronnie do zagłady.

Skomentuj

*
*
*