"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

My czyli ...... mężczyzna i kobieta (2)

Opublikowano 12 wrzesień 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaż miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem?

Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, wiecznie pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym.

Otóż, dwoje ludzi w apogeum miłosnego uniesienia, ja to nazywam wzajemnego zauroczenia, a okres ten potrafi być wcale nie krótki zależnie od wrażliwości obojga, przysięgają sobie miłość na dobre i złe do końca świata. Przy tym robią to naprawdę szczerze wierząc, że tak będzie zawsze, że nic tego nie może zmienić. Zakładają wspólny dom, planowo, czasami nie planowo, powiększają rodzinę i zaczynają popadać powoli w rutynę. Po pewnym czasie zaczynają traktować to, o co wcześniej tak zabiegali, jako obowiązek małżeński który im się po prostu należy, który też z tego samego powodu, muszą spełnić. Przestają o cokolwiek zabiegać. Zdarza się, że delikatnie coś sobie, z mniej lub bardziej kąśliwym podtekstem, w trakcie rozmów powiedzą widząc zawsze winę pogarszającego się stanu rzeczy oczywiście w drugiej stronie, rzadziej w obojgu. Wieczorem kładą się we wspólnym łóżku, o które kiedyś tak bardzo zabiegali a teraz ich już bardziej dzieli niż łączy. Dlaczego? Bo nie muszą wcale zabiegać o swoje względy. No, ewentualnie o w miarę dobry nastrój ale to zupełnie inna bajka. Pozostała już tylko tolerancja i wzajemny szacunek, oczywiście w tym lepszym wariancie, ze względu na siebie, na to co przeżyli, na dzieci, na ..... itd. Dołóżmy jeszcze różne stany zdenerwowania po powrotach z pracy, rozłożone nierównomiernie i sytuacje z tym związane, gdy jedna strona oczekuje zrozumienia drugiej strony, która też w jakiś sposób nie może sobie poradzić ze swoimi emocjami będącymi efektem stresowego życia. Praca, pieniądze, zdrowie, niepewność jutra powodują zmęczenie psychiczne, rozstrój nerwowy. Zaczyna się wszystko to co pięknie budowali wierząc, że im to wyjdzie na pewno lub też, że jakoś to będzie, najpierw stygnąć, powszednieć a potem powoli pękać i walić. Zaczynają oddalać się od siebie.

Jak, w takim razie, przerwać ten tworzący się horror? Czy jest to możliwe?

Może nie zawsze, nie w każdym przypadku, ale uważam, że przy maksimum dobrej woli z obu stron i zachowaniu chociaż odrobiny wzajemnego uczucia, można. I może to zabrzmi paradoksalnie, ale trzeba się najpierw oddalić aby potem się znowu zbliżyć. Jak gdyby zacząć wszystko od początku, oczywiście umownie i nie we wszystkim, nie dosłownie. Musimy uświadomić sobie, że nikt z nas niczego nie musi. Robimy coś bo chcemy. Spanie oddzielnie ma też swoje dobre strony i nie tylko w sferze intymnej, ale również higienicznej, że nie wspomnę o wygodzie, która w efekcie wcale też nie jest bez znaczenia. Zacznijmy dbać o siebie tak jak dbaliśmy wybierając się kiedyś na wyczekiwane z biciem serca spotkania. Maksymalnie nie pozwólmy sobie na oglądanie nas w nieładzie. Starajmy się, w miarę możliwości, ukrywać nasze słabości. Pozostawmy zawsze pewien malutki procent niepewności dotyczący naszych uczuć. Zawsze powinien też istnieć mały znak zapytania. Dużo rozmawiajmy, ale nie wymuszajmy tego. Do rozmów trzeba dojrzeć, ponieważ wtedy najczęściej zapadają bardzo ważne wspólne decyzje, które jeżeli mają być zrealizowane muszą być dobrowolnymi, spokojnie przemyślanymi decyzjami obu stron. Wymagającymi wzajemnego zrozumienia i wielkiego samozaparcia.

Czy można odkryć kogoś jeszcze raz? Można i to nie raz, bo można odkrywać się stale nawzajem i rozpalić w sobie, może nie aż tak wielki płomień jak kiedyś, ale na pewno rozgrzewający krew w żyłach, zbliżający znowu do siebie, dający poczucie bezpiecznego ciepła.

A jak konkretnie powinien zachowywać się mężczyzna w takim związku? Oczywiście powinien być opiekuńczy, w miarę często (ale bez przesady) mówić partnerce o swoich uczuciach do niej, zauważać urok w niej drzemiący, prawie każda kobieta lubi być stale zdobywana. Dobrze jest również gdy wie on o jej skrytych marzeniach, których w miarę możliwości przynajmniej część powinien starać się spełnić. Powinien też zdawać sobie sprawę z tego, że w jakimś momencie może ją stracić na zawsze. Ktoś kiedyś napisał że prawdziwa miłość jest jak dom, który się codziennie powinniśmy budować od fundamentów. Moim zdaniem nic dodać, nic ująć.  

A gdzie tu jest miłość? Ano, właśnie to jest właśnie miłość. Walka nie o wspólne bytowanie, bo to przy odrobinie odpowiedzialności jest do uzyskania,  ale o uczucia, szacunek, zrozumienie wzajemne, co procentuje dobrym nastrojem, błyskiem w oku, spokojem, czułym dotykiem i ciepłym słowem gdy zmęczeni wracamy z pracy. Wtedy dom staje się naszą enklawą tego spokoju, innym światem, może nie zawsze tak kolorowym jak tu opisałem, ale jednak wypełnionym czułością tworzoną i okazywaną przez nas sobie nawzajem, na jakość której mamy olbrzymi wpływ.

Zakończę usłyszanym również kiedyś stwierdzeniem – nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie. Stara mądrość mówi – chcieć to móc. Tak więc przemyślmy to i zacznijmy chcieć zmieniać samych siebie a nie tylko żądać i oczekiwać. A jak to zrobić to musimy sami zdecydować, sposobów jest wiele jest nieszczęśliwych związków. 

Ostatnio edytowany: poniedziałek, 12 wrzesień 2016 09:55

Komentarze: 3

  • Wspólnie odpocząć można i w dzień. A poza tym czy był to film dokumentalny lub przynajmniej biograficzny? Chociaż i takim przypadku dotyczyłby tylko jednej rodziny, jednego małżeństwa. Nadal uważam, że kobieta powinna stale pobudzać słabą stronę mężczyzny. Pobudzać co jednak nie oznacza że powinna ona sprawdzać jego wytrzymałość w tym temacie.

    Ta cienka niteczka, jak piszesz, jest wypracowana latami spędzonymi razem, latami sprzeczek często nawet wręcz kłótni, które niszczą powoli wzajemne uczucia. Pozostaje tylko obowiązek bycia razem, a wtedy nie pomoże już nic. Miłość która umiera rzadko później odradza się w tym samym związku.
    Z tym oddzielnym łóżkiem, moim zdaniem, kobieta powinna zdecydować w miarę wcześnie, jeszcze gdy wzajemny ogień pali się w obojgu.

    Ale nie tylko o tym pisałem w tekście. Często to kobieta jako szyja, kręcąca głową rodziny którą jest właśnie mężczyzna ? tak przynajmniej się mówi ? powinna dbać o ten ogień w związku aby za szybko nie wygasł. Musi więc kusić go w każdy możliwy sposób i co najważniejsze wiedzieć kiedy i jak to robić. To co napisałem jest tylko drobnym tego przykładem.

  •   Latoja

    Oglądałam ostatnio film " Dwoje do poprawki ", który doskonale oddawał to wszystko o czym piszesz. Małżeństwo z długim stażem, samo w domu bo dzieci mają już swoje rodziny, on co rano wychodzi do pracy. Przed wyjściem zjada przygotowane przez nią śniadanie czytając gazetę, wychodzi bez słowa, nie patrząc na żonę. Mają oddzielne pokoje, w których zamykają się szczelnie po jego powrocie do domu, nie rozmawiają, on ogląda w telewizji grę w golfa. Jej brak bliskości, więzi, stara się ją nawiązać ale on nie chce. Zostaje przez nią zmuszony do wyjazdu wraz z nią do terapeuty małżeństw.
    Ten film pokazuje jak łatwo rezygnujemy z bliskości, jak cienką niteczką jest więż między ludżmi, którzy przecież kiedyś się kochali. On nie wyobraża sobie życia bez niej a jednak zdaje się nie widzieć jak bardzo ją zaniedbuje, nie rozmawia, nie patrzy, nie dotyka, jakby była powietrzem.
    Myślę, że ludzie którzy chcą utrzymać więż nie powinni spać w oddzielnych pokojach. Spanie w jednym, dużym łóżku wcale nie musi oznaczać, że ona jest zawsze na wyciągnięcie ręki, sprzyja wieczornym rozmowom, daje poczucie bliskości, tego wszystkiego nie ma po zamknięciu drzwi oddzielnej sypialni. Wspólna sypialnia to nie tylko seks, co zdaje się sugerować M. Bellucci, to wspólne odpoczywanie, śnienie, życie.

  • PS. Potwierdza to ten cytat:

    ..(.Autor - Monica Bellucci)...
    W ogóle mam sprecyzowane poglądy w tym względzie. Jestem za osobnymi sypialniami. To sprawia, że rytuał uwodzenia jest wciąż obecny w związku. Przecież ja muszę chcieć wpuścić mężczyznę do swojej sypialni, on musi się postarać, musi mnie zdobywać za każdym razem, a nie raz na 40 lat! Mężczyzna musi mnie uwieść, sprawić, bym chciała spędzić z nim noc. Uwielbiam to uczucie. Myślę, że ludzie wpadają w rutynę dlatego, że przyzwyczajają się do siebie, wiedzą, że mają siebie na wyciągnięcie ręki, przestają zabiegać o swoje względy. Tego bym chciała uniknąć.

Skomentuj

*
*
*