"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Dzieciństwo jakie dajemy .....

Opublikowano 18 lipiec 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W którymś momencie napisałem na Koszmarku, że od losu dostajemy tylko surogaty zdarzeń i sytuacji i od nas tylko zależy czy weźmiemy się w garść, popracujemy nad sobą i stworzymy z tego piękne życie, czy też podejdziemy to nich biernie męcząc się, płacząc i stękając, że los nie dał nam szczęścia. Przecież poza drobnymi wyjątkami, nic dobrego nie przychodzi łatwo, nie przychodzi samo. Nad wszystkim trzeba mocno pracować. Zacznijmy traktować swoje życie jak ukochany ogród, w którym hodujemy piękne kwiaty, o które trzeba cały czas dbać i odpowiednio je pielęgnować aby cały czas przynosiły nam radość.

Takie działanie nie jest aż tak bardzo trudne, a już na pewno nie niemożliwe. Dostaliśmy przecież coś tak cudownego, co nazywamy szarymi komórkami. Możemy je wykorzystywać na różny sposób, pomagając sobie, zmieniając życie na przyjazne nam i naszemu otoczeniu ale również możemy posłużyć się nimi inaczej, szkodząc i sobie, i innym. To jest już nasz wybór. Może nie zawsze świadomy ale na pewno nasz. I to jest te 80%, a więc nasz wpływ na nasze życie.

Jednak musimy również pamiętać, że odpowiednio przygotowując nasze dzieci do życia i to już na samym początku kształtowania się ich charakterów powinniśmy uwrażliwić je na pewne zachowania, nauczyć wybierać z życia to co dobre nie krzywdząc przy tym innych. Ktoś kiedyś powiedział – „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. I tak właśnie jest. Jak ukształtujemy naszą młodzież, tak sobie ona później da radę w swoim życiu. Jeżeli wpoimy w nich pewne podstawowe wartości, mam tu na myśli praktyczne wartości życiowe a nie jakiekolwiek ideologie, to później łatwiej im będzie wybrać swoje drogi przy zakładaniu własnych rodzin i wychowywaniu własnych dzieci.

Z założenia dzieci są bardzo ufne i jeżeli tego nie zniszczymy już na samym początku, jeżeli damy sobie i im szansę na partnerskie traktowanie siebie nawzajem, to później w bardzo wielu przypadkach okaże się nagle, że młody człowiek nie będzie szukał sobie wzorców w otoczeniu, w którym panuje chamstwo, przemoc, brak poszanowania drugiego człowieka. Bo pewne wzorce, które już się sprawdziły w jego młodym życiu, które mu zaimponowały tym, że ktoś się z nim liczy, że traktuje go na równi, że ma świadomy i wolny od jakichkolwiek nacisków wybór tego, co może robić, to wszystko czyni go wcześniej świadomym odpowiedzialności za własne i nie tylko, życie.

Taka dorosłość nigdy nie jest za wczesna i nie czyni nikomu żadnej krzywdy. To dar, który możemy naszym dzieciom przekazać a potem cieszyć się, że wiedzą jak walczyć z przeciwnościami w życiu aby zachować w sobie człowieczeństwo. Zbyt długie utrzymywanie dzieci w beztrosce, na dłuższą metę, wcale nie chroni ich przed drapieżnością świata zewnętrznego, utwierdza tylko świadomość prawa do oczekiwania wiecznego roztaczania nad nimi „parasola bezpieczeństwa”. Jednak pod tym względem, życie jest nieubłagane i bardzo szybko ukarze każdą pomyłkę przez nich popelnioną.

 

 

Ostatnio edytowany: poniedziałek, 18 lipiec 2016 09:15

Komentarze: 2

  • No może trudno stwierdzić że mamy na swoje charaktery, na swoje życiowe postawy akurat 80% możliwości zmiany ich kształtowania. Napisałem tak mając na myśli dużą ich większość. Nie zgodzę się z Tobą, że jest to jednak tylko ok. 15% czyli że życie nas ustawia na bezwolnej pozycji biorcy. Jakby na to nie patrzeć to jednak na wpływy tak otoczenia jak i szkoły wielki, chociaż rzadko właściwie wykorzystany wpływ mają najpierw nasi rodzice a później już my sami. To oni dają nam, jak to zauważyłaś, wzorce naszego postępowania, naszego podejścia do życia i jego traktowania. Nasza pozycja w środowisku jest zależna od tego na ile potrafimy być elastyczni w wielu sytuacjach życiowych. Oczywiście nie we wszystkich, w wielu bowiem musimy potrafić wybrać przynajmniej mniejsze zło. Tu już mają dużo do powiedzenia nasze szare komórki czyli inaczej mówiąc nasze doświadczenia z dzieciństwa, nasze nauki z niego wyniesione.
    Z jednym się zgodzę, a mianowicie z tym, że bardzo rzadko z nich korzystamy i tu wspomniane przez Ciebie umowne 15% moim zdaniem ma rację bytu. Przyczyn tego jest wiele. Podstawowe z nich to, niewłaściwe wychowanie w domu oraz wpływy naszego otoczenia, w którym fałsz, obłuda, zakłamanie, siła czy przemoc gra dominującą rolę. Później mając te doświadczenia w głowie nie potrafimy ich przewartościować. Efekty tego są takie, jak to widać na co dzień.

    Krótko mówiąc, Moim zdaniem mamy wielki wpływ na to, jakie będzie nasze życie. Zależy to jednak od naszych późniejszych wyborów. Nie mówię tu o wyborach w sferze uczuciowej, bo to już zupełnie inny temat.

  • Nie mogę się z Tobą zgodzić, 80% wpływu na własne życie, to według mnie przesada. Ja dałabym nie więcej niż 15. Środowisko od urodzenia kształtuje w nas możliwości, potencjał ale też ograniczenia, których nigdy nie uda się nam pokonać. Wychowanie, szkoła programują nas w określony sposób, taki abyśmy prezentowali zaszczepione nam postawy. Dlatego rolą rodziców jest właśnie zaszczepianie w dziecku idei, idei za którą mogą podążać całe życie. Jedni zaszczepią ideę bogacenia się, inni asekuranckiego życia, jeszcze inni ideę bycia dobrym człowiekiem. Oczywiście w trakcie życia możemy starać się korygować pewne popełnione przez rodziców błędy ale to wymaga najpierw dostrzeżenia ich a następnie podjęcia trudnej walki z własnym nawykami, konformizmem i egoistycznym ego. Jedni podejmują tę pracę, inni nie, jednym się udaje, innym nie.

Skomentuj

*
*
*