"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Związek małżeński .......

Opublikowano 25 maj 2016 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wiele z problemów poruszanych na łamach Koszmarka przeżyłem osobiście. Nauczyły mnie więcej niż można by się było tego spodziewać. Teraz czasami zdarza mi się, że jakieś nie znane mi bliżej osoby, które chciałyby się "nauczyć pływać", bo są samotne, bo mają kłopoty życiowe, bo coś je spotkało i nie wiedzą jak sobie z tym poradzić, a może nawet i wiedzą tylko nie są tego pewne, a więc że takie osoby szukając kogoś, kto chciałby je wysłuchać trafiają na koszmarkową stronę. Po pewnym czasie okazuje się, że niektóre z nich nabierają pewności siebie i wiedzą już jaką mają iść drogą, bo coś do nich dotarło, bo coś zrozumiały, na przykład że o miłość trzeba "walczyć" a dokładniej, trzeba ją pielęgnować jak piękne kwiaty w ogrodach ludzkich uczuć, bo inaczej zwiędną. Bo przecież miłość rodzi miłość, chociaż oczywiście też nie zawsze tak jest. Wiadomo, jak to w życiu. W nim niczego nie można zaniedbać, niczego nie można zlekceważyć i co najważniejsze, niczego nie możemy być do końca pewni.

W związkach zaś coś takiego jak tzw. "obowiązek małżeński" nie ma prawa funkcjonować, bo jeżeli zaczynamy to traktować w ten sposób, to powoli zabijamy cudowność tego, co w sobie kryje, czego dotyczy. Nikt nie jest własnością drugiego człowieka nawet jeżeli podpisał akt małżeński. Taki dokument jest tylko usankcjonowaniem prawnym, ale nie uczuciowym. Każdy człowiek jest psychicznie wolny. W tej materii nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek przymusu. Jestem bo chcę i dlatego właśnie jestem szczęśliwy. Związek mnie nie krępuje, bo dzięki niemu nie szukam nikogo więcej, bo spełniam się w tej jednej, jedynej osobie, bo nauczyłem się z nią nawzajem siebie rozumieć i dzięki temu oboje czujemy się bezpieczni i spełnieni.

Jednak nie można ani na chwilę zapominać, że swój związek budujemy przez całe życie. Każdego dnia wzmacniamy jego fundamenty i wymieniamy zmurszałe części ścian, które nas chronią przed grożącymi nam niebezpieczeństwami.

Ostatnio edytowany: środa, 25 maj 2016 14:32

Komentarze: 6

  • Nie chcę i nie będę dyskutować, może masz rację. Nie jest ważne jak kto się czuje, jakie ma problemy i czy potrafi dać sobie z nimi radę. Ważne jest tylko jak czuję się "ja". Jeżeli odrzucimy - tylko - to masz zupełną rację. Pozdrawiam...

  •   Latoja

    Miłość, przyjażń - bardzo banalne uproszczenie, miałam raczej na myśli relację na poziomie mentalnym, takie też zdarzają się między ludżmi.
    Jeśli w takiej relacji, w którymś momencie, jednej ze stron czegoś brakuje, to znaczy, że tego po prostu nie ma, nie ma co doszukiwać się przyczyn na zewnątrz. A jeśli nie ma, to siłą niczego nie zmienisz.
    Żadne przeświadczenia nie są oparte na domysłach, powstają w miarę upływu czasu, na skutek tego co czujemy. Odczucia mają to do siebie, że są indywidualne ale zawsze oparte na jakichś podstawach, których dostarcza nam druga strona.
    W silnej duchowej więzi druga strona jest częścią nas samych, jeśli się tego nie czuje, to znaczy, że nie ma się nad czym zastanawiać.

  • Potrzeba stałego kontaktu nie musi wiązać się od razu z uczuciem miłości, może to być przecież również przyjaźń. Wtedy nie ma się pretensji że ktoś kogoś gorzej traktuje bo np. przez kilka dni się nie odzywa. Poza tym zawsze można się z tym kimś skontaktować aby dowiedzieć się co mogło zakłócić rytm do którego się już przyzwyczailiśmy. Poza tym podtrzymywanie kontaktu obowiązuje obie strony i w tym przypadku nie może być winna tylko jedna osoba.

    Czasami bowiem jedna ze stron z różnych powodów może wpaść np. w mniejszą lub większą depresję, czy jak kto woli, mieć doła. To również powinno się przewidzieć. Oczywiście pod warunkiem, że nie jest to wymaganie tylko w jedną stronę. Obustronna szczerość jest tutaj absolutnie konieczna, to prawda.

    A co do podejmowania decyzji w sprawie zakończenia, to mam trochę inne zdanie na ten temat. Uważam, że najpierw powinno się jakiś czas spokojnie odczekać i w miarę możliwości wyjaśnić powody które spowodowały niewygodny i niezrozumiały obu stronom stan rzeczy, a dopiero potem podejmować decyzję. Nie upraszczałbym zbytnio sprawy, by później nie żałować, że się tego nie zrobiło. Chociaż z drugiej strony to faktycznie czasami lepiej zakończyć szczególnie, gdy ma się pewność posiadania racji. Ale to już sprawa mocno losowa, ja np. nie potrafiłbym tego oprzeć na przeświadczeniu opartym na, może nawet i niewygodnych, jednak tylko domysłach.

  •   Latoja

    Zastanawiające, że mój wpis odebrałeś jako skierowany personalnie do Ciebie, opisuję w nim sytuację jakże częstą w relacjach międzyludzkich. Nie pielęgnowane na co dzień marnieją, tracą na wartości, zostawiają w końcu osad rozczarowania i żalu. Przypomina mi się historia z Małego Księcia, kiedy lis prosi, żeby Książę go oswoił. Mały Książę w swej mądrej odpowiedzialności odmawia, mówiąc, że trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoi. Tak samo jest ze związkami, zawarte wymagają troski i opieki, jeśli nie ma w nas woli czy chęci do tej pielęgnacji, należy je zakończyć.

    Jeśli mój wpis odebrałeś ad personam to tym bardziej powinieneś był na niego odpowiedzieć, choćby z grzeczności.

  • Nie odpowiadam na wycieczki ad personam.......

  • Każda relacja, na której nam zależy wymaga stałej pielęgnacji, w przeciwnym razie zaczyna się zrywać cienka nić porozumienia między osobami. Jeśli zaczniemy zaniedbywać te drobne oznaki porozumienia, zapominać co dla drugiej osoby jest ważne, co ją rani a co cieszy, więż słabnie i może w końcu zniknąć bezpowrotnie. Często wydaje nam się, że dla drugiej osoby wszystko powinno być oczywiste, przecież jesteśmy, a że rzadziej niż kiedyś, cóż, to przecież nic złego.
    Druga strona może to jednak odbierać zupełnie inaczej i jeśli tego nie wiemy, to znaczy, że jej właściwie nie znamy. No bo jeśli ona także się nie odzywa, to znaczy, że wszystko jest w porządku i widocznie nie ma takiej potrzeby. Tak oczywiście może być, może być jednak i tak, że ta druga strona po prostu czuje się przez nas zapomniana, niepotrzebna, powstaje pustka, która coraz bardziej wypełnia relację.

    Jeśli nie czujemy potrzeby kontaktu z drugą stroną, dzielenia się z nią codziennymi sprawami to nie ma sensu robić tego na siłę, każda relacja musi być oparta na szczerej potrzebie kontaktu. Jeśli tak nie jest to znaczy, że coś się w tej relacji zmieniło, zgasło, wypaliło, zmieniła się w inny rodzaj relacji, takiej na której już nam tak nie zależy. Nie ma w tym nic złego, czas zmienia nas i ludzi wokół nas, musimy jednak zachować szczerość wobec drugiej strony i nie udawać, że nam zależy.

Skomentuj

*
*
*